Spotkanie

Pod powiekami świat się mieni
kolorami soczystej zieleni,
purpury i błękitu
od zmierzchu do świtu.
Beżowe marmury
do strzelistych wiodły drzwi,
droga przez chmury
diamentowym szlakiem lśni.
W obie strony biegną ludzie,
nawzajem się nie widząc,
każdy marzy o swym cudzie,
niczego się nie wstydząc.
Z niebieskobiałych mozaik
kryształowe fontanny,
niepotrzebny prozac
i apel poranny.
W amfiteatralnych kręgach
siedzieli poruszeni
srebrzyści kosmici
i przybysze z Ziemi.
Na scenie jak półkole
siedział przy małym stole
Bóg ze światła i mgły.
Spoglądał nieśmiało,
a z nim stary anioł
jak gwiezdny błyszczał pył.
I oglądał ich sny,
każdy dobry i zły,
a gdy śniła się wojna,
zaglądali do Freuda,
by pogodzić strony
destrukcyjnej obrony.
Kiedy wszyscy przybyli
już się rozgościli,
obrano całkiem nowy
kierunek rozmowy
i w długim wywiadzie
stawiano pytania,
a Bóg odpowiadał
bez zakłamania.
I gdy się pojednano,
chcieli zostać tu na noc,
uradzono jednak wracać,
żeby nie przepłacać
w miejscowym hotelu
z czasów PRL-u.
Odpłynęli w wirze gwiazd
i tak skończył się ten zjazd,
a Bóg kazał ich obudzić,
by wrócili znów do ludzi.

……………………………………………………………

Pierwsze zdjęcie przedstawia fontannę przed Teatrem Wielkim w Poznaniu. Magdalena